1 – Godziny przed klątwą.

- Spójrz tylko na niego, jest przystojny! – Jennifer jak zawsze próbowała zwrócić moją uwagę na jakiegoś mężczyznę, a teraz miała ich aż za dużo.
- Nie podoba mi się tu… Musimy tu siedzieć ? – Spytałam się jej mając nadzieje że zaraz zniknę z tego klubu i nie wrócę do niego przez najbliższy miesiąc. Nie lubiłam takich miejsc, za głośno, za gorąco, nie dość że w Tallahassee i tak jest gorąco, w końcu to stolica Florydy, to na moje nieszczęście muszę siedzieć w pierwszym lepszym klubie do jakiego udało się Jennifer mnie zaciągnąć.
- Nie narzekaj Evelin! Za trzy godziny Twoje 23 urodziny! Musimy świętować! – Powiedziała to z wielkim entuzjazmem i widać było że nie przyjmie mojej odmowy.
Jennifer jest moją najlepszą przyjaciółką i wielką optymistką. Przyciąga uwagę mężczyzn swoją wysportowaną figurą i blond długimi włosami. Zawsze uśmiechnięta.
- Tak, ale wiesz że nie lubię chodzić do klubów.
- Powinnyśmy to zmienić! Może spotkasz tu kogoś? Kogoś kto przyciągnie Twoją uwagę, spojrzycie sobie w oczy i będziecie wiedzieć że to miłość… – Po tych słowach Jennifer wyobraźnią odeszła w inny świat. Natychmiast się zaśmiałam.
- Błagam Cię, znowu naczytałaś się tych romansów? Tam bohaterki są młode i piękne, takie jak ty. – Uśmiechnęłam się do niej popijając przy tym swojego drinka. – Pójdę do łazienki się odświeżyć, a Ty rób co chcesz. – Wstałam od stolika i poszłam w kierunku łazienki.
O dziwo nie było żadnej kolejki do ubikacji ani nikogo w środku. Westchnęłam i podeszłam do umywalki, najchętniej to bym opryskała twarz wodą ale makijaż mi to uniemożliwiał. Zerknęłam w lustro by upewnić się czy nie jestem rozmazana, na szczęście wszystko było na swoim miejscu, po chwili delikatnie uśmiechnęłam się do swojego odbicia lustrzanego. Nie jestem wcale brzydka, szczupła z brązowymi włosami aż do pasa, ale najbardziej co lubiłam w moim wyglądzie to oczy, rzadkością są fiołkowe które ja mam. Ponownie się uśmiechnęłam aż nagle poczułam chłód na mojej skórze, to raczej trochę dziwne gdyż na dworze jest prawie 30 stopni a w klubie z jakieś 20. Pierwszy raz pożałowałam że ubrałam krótką czarną obcisłą sukienkę. Zabrałam swoją torebkę i wyszłam z łazienki. W jednej chwili doznałam szoku, zamiast wyjść na korytarz klubu ja byłam na dworze, na tyłach klubu. Dech zamarł mi w piersi, chciałam wrócić drzwiami którymi się tu dostałam ale były zamknięte. Znów poczułam chłód na swojej skórze.
- Evelin…. – Męski głos wypowiedział moje imię, zamarłam, bałam się odwrócić.
-Evelin….. – Znowu ten męski głos. Zebrałam się na odwagę i odwróciłam się w stronę z którego dochodził głos, nie mogłam zebrać myśli, nie wiedziałam co robić. Moje oczy zobaczyły jedynie ciemność, lecz czułam że ktoś tam jest. Bezwiednie zrobiłam krok naprzód, chciałam go zobaczyć, bałam się ale coś mnie tam przyciągało.
- Evelin!
Odwróciłam się i zobaczyłam Jennifer.
- Evelin! Co Ty robisz tutaj?! Mówiłaś że idziesz tylko do łazienki, a ja Cię znajduję na tyłach klubu. – Jennifer podeszła do mnie i spojrzała na mnie swoim zmartwionym wzrokiem. Gdy się do mnie zbliżyła, chłód ustąpił razem z ciemnością i tajemniczym mężczyzną. Nie mogłam jej tego opowiedzieć, przecież to takie nierealne.
- Może pojadę już do domu? Jestem już trochę zmęczona. – Starałam się jej nie patrzeć w oczy, od razu by wyczuła że jest coś nie tak.
- Cóż… Niech ci będzie. Wezwać taksówkę?
- Nie. Przejdę się, spacer dobrze mi zrobi. – Westchnęłam i przetarłam czoło ręką. Znów było gorąco.
- Przejdziesz się? A rano pewnie dostane telefon że gdzieś martwa leżysz bo jakiś zboczeniec Cię dorwał?
- I mówi mi to wieczna optymistka? Więcej wiary we mnie. – Uśmiechnęłam się do niej, lecz uśmiech był udawany. Nie chciałam się przyznać że istnieje możliwość że znów mogę spotkać mężczyznę z ciemności który znał moje imię.
- Dobra! Idź, ale jak dojdziesz do domu to zadzwoń lub napisz. – Ucałowała mnie na drogę i poszła z powrotem do klubu.
Idąc do swojego mieszkania czułam się nie pewnie. Kim był mężczyzna spod klubu i skąd znał moje imię? I to zimno… Powoli zaczęłam myśleć że może iść za mną więc przyśpieszyłam kroku. To co mi się przytrafiło było dziwne i niewytłumaczalne. Stanęłam przy drzwiach swojego mieszkania.
- Po prostu za dużo wypiłaś Evelin i coś ci mogło się przewidzieć. – Powiedziałam to sama do siebie i weszłam do środka. Mieszkałam na czwartym piętrze w czteropiętrowej kamienicy, mieszkanie składało się z kuchni, łazienki, salonu i sypialni. Może i było małe ale należało do mnie. Zerknęłam na zegarek, była 23, godzina do moich urodzin. Nim zdążyłam coś zrobić, zadzwonił mój telefon.
- Halo – Odezwałam się jak już miałam słuchawkę przy uchu.
- Evelin, słońce moje. Jak się masz? – uśmiechnęłam się i odetchnęłam z ulgą, przez chwilę myślałam że to może być mężczyzna sprzed klubu.
- Tato… Dlaczego tak późno dzwonisz?
- Za godzinkę Twoje urodziny, a ja się boję że do tego czasu mogę zasnąć. Obudziłem Cię?
- Nie… Dopiero wróciłam do domu, Jennifer wyciągnęła mnie do klubu. – Usiadłam na kanapie ściągając jednocześnie swoje szpilki – Dziękuje że dzwonisz, dawno już nie rozmawialiśmy.
- Kiedy chcesz mnie odwiedzić? – Na jego słowa cała zdrętwiałam. Ojciec mieszkał w Everglades, mało mieszkańców lecz sporo turystów. Tam się urodziłam i tam mieszkałam aż do moich trzynastych urodzin… – Wiem że nie lubisz tu przyjeżdżać, ale mamy już od dawna tu nie ma a Joshua by się ucieszył z Twojej wizyty, w końcu to twój przyjaciel z dzieciństwa.
- Tato…. Chciałabym cię odwiedzić… – Przerwałam i zerknęłam na swoją prawą rękę, blizna po rozcięciu przez matkę nigdy nie zniknie. – Nie mogę, po prostu nie mogę.
- Szkoda… Strasznie za Tobą tęsknie. Cóż…. Myślę że za jakieś trzy miesiące do Ciebie wpadnę na kilka dni.
- Cieszę się i nie mogę już się doczekać. Wezmę sobie wtedy wolne z pracy. – Uśmiechnęłam się na samą myśl że już niedługo zobaczę się z ojcem, z wzięciem sobie wolnego nie powinnam mieć żadnych trudności, w końcu pracuje jako kelnerka w barze.
- Wszystkiego najlepszego Evelin i nie przejmuj się przeszłością. – Nim zdążyłam coś powiedzieć, on się rozłączył. Dokładnie wiedziałam co miał na myśli… Klątwę którą rzuciła na mnie moja matka. Westchnęłam, w końcu Josephin była chora, nie wiedziała co robi. Nie mam czym się przejmować. Nie zawracając sobie dłużej głowy, poszłam prosto pod prysznic a z niego prosto do łóżka, naprawdę nie mam czym się przejmować i usnęłam.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.