Prolog

Życie… Nie ono mi było dane, a zrozumiałam to dzięki swojej matce- Josephine. Josephine  była chora umysłowo, ale ojciec nie chciał tego przyznać i oddać ją do szpitala, jedyne co zrobił to zamknął ją w pokoju i nie pozwalał mi tam wchodzić. Nieraz podchodziłam do drzwi i się przysłuchiwałam, słyszałam że z kimś rozmawia, lecz nikt jej nigdy nie odpowiadał. Urodziłam się dwunastego czerwca o północy i do trzynastego roku mojego życia, żyłam szczęśliwie z ojcem i zamkniętą matką obok. Trzynaste urodziny zmieniły moje życie.  Godzinę przed urodzinami weszła do mojego pokoju, nic nie mogłam zrobić, nie wiedziałam jak i dlaczego tam się znalazła. Nie wiedziałam gdzie jest ojciec, ani tego co się stanie. Straciłam przytomność, obudziły mnie jedynie krzyki Josephine. Pełno krwi wokół mnie, jej i zabitych kur. Nie mogłam się ruszyć, wiedziałam że odprawia jakiś rytuał, tylko dlaczego ja? Zerknęłam na zegar, minuta do północy, minuta do moich urodzin. Poczułam zimny ucisk na ręce, z przerażeniem zerknęłam w tamtą stronę. Zobaczyłam Nóż przystawiony do mojej skóry, chciałam krzyczeć, nie mogłam. Wybiła północ i poczułam ból. Josephin przecięła moje żyły. Jedyne co jeszcze pamiętam to krzyk mojego ojca i słowa matki ” Bądź przeklęta! Dziesięć lat, masz jeszcze tylko dziesięć lat życia!”

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.